Rząd próbuje zażegnać awanturę o recepty. Buntują się zarówno lekarze, jak i aptekarze. Naczelna Izba Aptekarska oceniła rozporządzenie o receptach wydane w piątek przez Ministerstwo Zdrowia. Zadowolenia brak, ale nie ma też wezwania do buntu i nierealizowania recept na leki refundowane.
– Pierwsza wersja projektu rozporządzenia była skrajnie rygorystyczna i zawierała szereg przepisów uderzających w apteki – napisał do członków samorządu aptekarskiego Grzegorz Kucharewicz. Przyznał jednak, że ostatecznie rozporządzenie zostało znacznie poprawione.
Przykład? Kara, którą może dostać farmaceuta za to, że nie poinformował NFZ o tym, jaki personel u niego pracuje, spadła z 5 proc. refundacji (często w małej aptece to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych) do zaledwie 200 zł. Spadła też wysokość innych kar, które można było nałożyć na aptekarza z najróżniejszych powodów.
"Proszę o samodzielną ocenę przepisów" – napisał do aptekarzy szef ich samorządu. Jego główny postulat nie został zrealizowany: aptekarze chcieli, by w ogóle zrezygnować z umów między aptekami a NFZ.
Na razie spokoju wśród aptekarzy nie ma. Na portalu społecznościowym skupiającym farmaceutów 1500 osób podpisało list do prezesa Kucharewicza. Chcą, by samorząd wezwał do bojkotu umów aptek z NFZ.
Podobny przebieg ma protest lekarzy. Bo oni także kwestionują zapisy ustawy refundacyjnej, która wprowadza możliwość ukarania medyka za źle wypisaną receptę oraz za to, że lek zostanie wydany osobie nieubezpieczonej. Lekarze podkreślali, że nie mają jak tego weryfikować. Grożą, że w ogóle przestaną wpisywać na recepty, czy ich pacjent jest ubezpieczony, czy nie. A to znaczyłoby, że chorzy po 1 stycznia nie będą mogli wykupić leków po obniżonej cenie.
Dzisiaj o tym, czy rozwiązanie konfliktu nie wymaga zmiany przepisów, będzie rozmawiać Komisja Zdrowia.
W czwartek z przedstawicielami ministerstwa spotka się Naczelna Rada Lekarska.
"Rz" pisała w ubiegłym tygodniu, że resort zaproponuje jej wyjście polubowne, np. by lekarz nie musiał weryfikować prawa pacjenta do ubezpieczenia, ale by za wystarczający dokument uznać oświadczenie chorego, że jest ubezpieczony.
("Rzeczpospolita")
"Proszę o samodzielną ocenę przepisów" – napisał do aptekarzy szef ich samorządu. Jego główny postulat nie został zrealizowany: aptekarze chcieli, by w ogóle zrezygnować z umów między aptekami a NFZ.
Na razie spokoju wśród aptekarzy nie ma. Na portalu społecznościowym skupiającym farmaceutów 1500 osób podpisało list do prezesa Kucharewicza. Chcą, by samorząd wezwał do bojkotu umów aptek z NFZ.
Podobny przebieg ma protest lekarzy. Bo oni także kwestionują zapisy ustawy refundacyjnej, która wprowadza możliwość ukarania medyka za źle wypisaną receptę oraz za to, że lek zostanie wydany osobie nieubezpieczonej. Lekarze podkreślali, że nie mają jak tego weryfikować. Grożą, że w ogóle przestaną wpisywać na recepty, czy ich pacjent jest ubezpieczony, czy nie. A to znaczyłoby, że chorzy po 1 stycznia nie będą mogli wykupić leków po obniżonej cenie.
Dzisiaj o tym, czy rozwiązanie konfliktu nie wymaga zmiany przepisów, będzie rozmawiać Komisja Zdrowia.
W czwartek z przedstawicielami ministerstwa spotka się Naczelna Rada Lekarska.
"Rz" pisała w ubiegłym tygodniu, że resort zaproponuje jej wyjście polubowne, np. by lekarz nie musiał weryfikować prawa pacjenta do ubezpieczenia, ale by za wystarczający dokument uznać oświadczenie chorego, że jest ubezpieczony.
("Rzeczpospolita")

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz